Po co do kina?
Jakiś czas temu odwiedziłem jedno z poznańskich kin (wtajemniczonym podpowiem, że chodzi o to największe). Zaskoczę pewnie wielu mówiąc, że wcale nie zawitałem tam dla zaspokojenia moich kinomańskich potrzeb. Zajrzałem tam na chwilę i w oczekiwaniu na pewną osobę nasunęła mi się pewna niezbyt ambitna refleksja – na cóż to naród do kina współcześnie jeszcze przychodzi?Pytanie to zdaje mi się o tyle istotne, że przecież mamy już dziś XXI wiek i fantastyczne telewizory elsidi lub inne plazmy, które, uzupełnione o kino domowe najnowszej generacji, pokazując obraz w naprawdę wysokiej rozdzielczości (zwanej w Polsce ha-de, Bóg raczy wiedzieć dlaczego nie ejdż-di), oddają świetnie klimat nawet filmów przesyconych efektami specjalnymi. I choć wizytę w kinie dla filmu z błyskotkami technicznymi jestem jeszcze w stanie zaakceptować (no bo jak te wszystkie błyskotki ogarnąć na ledwie 50-calowym wyświetlaczu naszego telewizora), o tyle oglądanie romansidła czy innej komedii w kinie wydaje mi się mocno przereklamowaną zabawą.
Po co zatem taki ktoś jak ja, który specjalnym fanem filmów z dużą dozą akcji nie jest, ma iść do kina? Dla celów towarzyskich, rzecz jasna. Niezorientowanym podpowiem, że mówię to ze sporą ironią – wszak cóż to za towarzyska przyjemność spędzać razem czas w kinie. Ani porozmawiać, ani się poprzytulać z lubą (choć niektórzy to potrafią, mnie się to nigdy nie udawało), ani nawet w spokoju film obejrzeć – niektórym przeszkadzają np. ci, co mlaskają popcornem. Towarzysko zatem lepiej z mojej perspektywy zajść do restauracji. Film zdecydowanie lepiej oglądać w domu, także towarzysko.
Wracając do popcornu – choć sam nie lubię, gdy ktoś nachalnie i nieelegancko częstuje się pożywieniem podczas oglądania filmu, to jednak nie rozumiem tych głosów sprzeciwu wobec pożywiania się podczas oglądania. Najbardziej irytuje mnie jednak zakaz wnoszenia własnego pożywienia do kina. Czynią tak zwykle korporacje, którym wydaje się, że zmuszą mnie w ten sposób do zakupu posiłku w znajdujących się przed wejściem do sal kinowych barach. Niedoczekanie! Kiedyś nawet przedstawicielka jednej sieci tłumaczyła mi te zależności pomiędzy właścicielem sieci kin, a dzierżawcami barów… Stwierdziłem wówczas, że trzeba korporacjom powiedzieć stanowcze i zdecydowane nie. Ale to było w czasach kiedy jeszcze do kina było po co chodzić.
Stawiam zatem na koniec wszystkim zwolennikom jak i przeciwnikom niniejszej tezy pytanie: po co chodzić do kina?




